Author Archives: Natalia Miuska

Niebezpieczny wirus

monsterZnana scena: ona i on mają dziś wyjść gdzieś razem. Ona: którą sukienkę mam wybrać? Czarną czy czerwoną? On: yyy. Ona: czy nie wyglądam w niej grubo? Tylko powiedz szczerze. On: yyy, nie, wyglądasz pięknie. Ona: ale powiedz szczerze, pod tym kątem, nie wyglądam jednak grubo? Przypatrz się…On: yyy
Scenka ta ma wiele odmian, jest źródłem niezliczonych rysunkowych, niewybrednych żartów dostępnych w intrenecie. Żartów o tym, jakie to kobiety są: dziwne, irracjonalne i trzeba uważać, bo nie ma dobrej odpowiedzi.

Osobiście wkurzają mnie te rysunki, bo co tu dziwnego? Dziewczyna najwidoczniej czuje się niepewna siebie. Potrzebuje kogoś, kto powie jej: tak, kochana, jesteś naprawdę piękna. I w tej sukience, i w tamtej, i na golasa też. Problem w tym, że ile by nie przekonywać, taki zewnętrzny komunikat zawsze przegrywa z wewnętrznym. Z tym głosem uwewnętrznionym, który od środka cały czas powątpiewa, podważa i krytykuje.

Tak się składa, że ten głos – w sprawie wyglądu – mają w naszej kulturze uwewnętrzniony głównie kobiety. Kiedy miałam 9 lat dostałam od życzliwej cioci pierwszą książeczkę „dla dziewczynek”. Mało w niej było uświadamiania, ale za to duuuużo wymagań – co powinnam robić i jaka być. Szczególnie dobrze pamiętam dwa testy. Pierwszy, bo był kuriozalny – trzeba było obierać ziemniaki na czas, żeby sprawdzić, czy jesteś udaną „małą gosposią”, a drugi – bo był taki straszny. Polegał na dokładnym wymierzeniu sobie całego ciała i porównania do „normy”, by stwierdzić, czy jesteś atrakcyjna. Na podstawie obwodu uda i długości nogi, żeby nie było wątpliwości. Jako, że miałam wtedy 9 lat, moje nogi okazały się być o wiele za krótkie, co poważnie nadwątliło moją pewność siebie. Ta historia byłaby nawet śmieszna, tylko, niestety, nie jest.

Pamiętacie tę beznadziejną dyskusję z przyjaciółką z klasy, przekonaną, że ma za grube uda/łydki/ za małe piersi/ za duże piersi/ nie dość płaski brzuch/ krzywy nos niepotrzebne chwilowo skreślić? Albo szczupłą laskę na imprezie, lamentującą w łazience jak to utyła, i wciągającą już i tak niemożliwie wklęsły brzuch? Co i ile razy na to odpowiesz nie ma najmniejszego znaczenia. Bo ona wie, widzi przecież, że źle wygląda. Wystarczy, że spojrzy w lustro.Takie dyskusje to zwykle domena młodych kobiet. Bardziej dojrzałe nie mówią tego na głos – na ogół. Ale wiedzą, co jest z nimi nie tak i potrafią się tym zadręczać w samotności.

Skąd się to bierze? I po co nam jest? To udręczanie się jednym, mało istotnym szczegółem, ta negacja? Po kilku latach oglądamy swoje zdjęcia z tamtego czasu, kiedy byłyśmy z siebie niezadowolone – bo oczywiście miałyśmy racjonalne powody – prawda? I widzimy na zdjęciu piękną, młodą kobietę, która nie umiała cieszyć się swoim ciałem, swoim pięknem, a przez to – swoim życiem.
Współczesny feminizm ma na to taką radę, by uczyć dziewczynki od małego, że są sprawy ważniejsze niż wygląd. To oczywiście konieczne, ale – moim zdaniem – nie rozwiązuje problemu. Presja jest tak silna, że nawet bardzo rozwinięte intelektualnie dziewczynki, które nigdy nie marzyły o tym, żeby zostać księżniczką denerwują się i martwią o swój wygląd, kiedy zaczynają się stawać młodymi kobietami. Temu krytycznemu głosowi, który zabiera kobietom pewność siebie mówię kategoryczne: NIE! Trzeba się z niego oczyścić, jak z wirusa, bo jest bardzo szkodliwy. Jak to zrobić? O tym w  kolejnych postach.

Ile włosów ma „prawdziwa” kobieta?

wlosyKiedy piszę ten tekst jest gorąco…koszmarnie gorąco. Zewsząd bombardują mnie reklamy o tym, jak przygotować ciało na plażę, aby wyglądało pięknie, czysto i… kobieco. Dlatego dziś dwa słowa na gorący temat – o włosach na kobiecym ciele.

Kilka lat temu oglądałam polską komedię „Koń trojański”, w której główna bohaterka przenosi się z roku 2000 wprost w schyłkowy czas socjalizmu.  Realia lat osiemdziesiątych zostały oddane z dużym pietyzmem i skok w czasie wyszedł przekonująco. Fajnie było popatrzeć, jak ludzie wtedy wyglądali (ach, te wąsy), co jedli i jak prezentował się ówczesny design (meblościanki!). W jednej z kluczowych scen główna bohaterka przyłapuje męża na zdradzie – w łóżku z kochanką. Scena ta wzbudziła w widzach wiele emocji – na sali kinowej rozległy się gwizdy i krzyki. Chodziło o zdradę? Nie! Wszystkich zszokował widok włosów w nieogolonych pachach filmowej kochanki.

Scena ta – a jeszcze bardziej gwałtowna reakcja widzów – pokazała mi, jak bardzo zmieniły się obyczaje wraz z wejściem na rynek maszynek do golenia, kremów do depilacji, depilatorów, wosków i innych współczesnych narzędzi tortur. Dziś dla mnie – i dla wszystkich innych widzów w tym kinie włosy na kobiecych nogach lub pod pachami są nieestetyczne, fuuj i obrzydliwe. Żadna z nas nie poszłaby z kimś do łózka nie ogoliwszy wcześniej bujnej czuprynki pod pachą. Tak czy nie?

Dziś dyskusja o tym, ile włosów przystoi mieć kobiecie przeniosła się na kolejny teren – poza „linię bikini”. W tym roku czytałam książkę „Jak być kobietą?” dość zabawnej i szczerej pisarki angielskiej Caitlin Moran. Omawia ona różne trudy i radości bycia kobietą. Cały jeden rozdział  poświęcony jest brazylijskiej depilacji. O tym, jak jest droga, bolesna i ile kosztuje kobiety przygotowanie do randki. Otóż – dla czytelniczek do których nie dotarła jeszcze moda (a może raczej nowa norma) z Wielkiej Brytanii: kobiety występujące w filmach pornograficznych depilowały swoje waginy, żeby zapewnić lepszy widok przed kamerą. Ponieważ większość młodych Brytyjczyków wiedzę o kobiecym ciele czerpie z filmów porno, pojawiło się nowe oczekiwanie, które szybko przemieniło się w normę. Nie chodzi już o depilowanie „okolic bikini” czy przycinanie włosów łonowych, ale pełną depilację waginy, która powinna być gładka i bezwłosa jak u małej dziewczynki (ewentualnie można sobie zostawić wąski paseczek włosów). Kobieta, która tego nie zrobi, jest niehigieniczna, nie zadbana, może wywołać u mężczyzny szok. Dlatego Brytyjki – szczególnie te o ograniczonych zasobach finansowych – zastanawiają się: czy opłaca się robić sobie depilację brazylijską przed tą randką? Ta depilacja jest bolesna i droga, z drugiej jednak strony, gdyby doszło do czegoś więcej mogę zostać odrzucona przez mężczyznę, może się mnie brzydzić…

Jak przebiega zabieg depilacji brazylijskiej? Za pomocą szpatułki, kosmetyczka nakłada płynny, rozgrzany do temperatury 37. stopni wosk na skórę. Następnie przykrywa go bawełnianym paskiem i odrywa go energicznym ruchem, usuwając tym samym włosy z cebulkami. W tak intymnym miejscu, jak wewnętrzna strona warg waginy – wow, to musi boleć, a często też prowadzi do podrażnień, ranek etc. Koszt – 90 zł co trzy tygodnie, co daje… 1500zł rocznie. Caitlin Moran jest zdecydowanie przeciwna tej nowej presji, kolejnemu wymaganiu, któremu muszą sprostać kobiety, by być uznane za piękne i atrakcyjne… a w dodatku – jak argumentuje – to trochę zboczone musieć podczas seksu wyglądać jak mała dziewczynka.

Zestawienie tych dwóch przykładów – jednego, który jest już w Polsce normą – i drugiego, który chyba jeszcze normą nie jest pokazuje, jak łatwo dajemy się przekonać, ze coś jest „obrzydliwe” i „niekobiece”. Jadę nad morze. Robić sobie brazylianę? Tak czy nie?

Moc słów – nakarm swoją Wodę!

ID-10063909Zaczynam kolejny post pytaniem, którym kończył się poprzedni: Czy jesteś w stanie przyjąć komplementy, miłe słowa od kogoś, kto cię kocha?  Odpowiedź na to pytanie jest o wiele ważniejsza niż mogłoby się wydawać.
Kiedy spotykam się na zajęciach z dziewczynkami (w ramach projektu Motylek), które mają po 10-12 lat, sporo rozmawiamy o tym, co w szkole. A konkretnie – co dzieje się między dziewczynkami w szkole. Co i jak do siebie mówią, jak się traktują. I na ten temat każda, nawet najbardziej nieśmiała dziewczynka ma coś do powiedzenia. Historię o koleżance z klasy „która ma więcej ciała i mama mówi na nią grubas” i przez to koleżanka jest jeszcze bardziej załamana i się wstydzi siebie. Historię o dwóch dziewczynkach z klasy, które „się rządzą, a jak ktoś się buntuje, to mówią mu, że jest brzydki i śmierdzi no i wszyscy się ich boją”.

Wszyscy wiemy, ze słowa mają wielką moc, że ranią i dzięki nim można mieć władzę nad innymi. Ale nie zdajemy sobie sprawy, jak wielką moc mają dobre słowa.

Masaru Emoto, japoński badacz, przeprowadził wiele eksperymentów nad strukturą wody. Ich wyniki są fascynujące, bo okazało się, że woda ma pamięć. Pamięć słów i skorelowanych ze słowami uczuć i emocji. W powtarzanych wielokrotnie eksperymentach emitowano do wody różne rodzaje muzyki, a także dobre i przykre słowa. Potem wodę zamrażano i robiono zdjęcia kryształów wody. Te, które słuchały pięknej muzyki tworzyły przepiękne struktury, podobne do płatków śniegu. Te, które słyszały „jesteś głupia/brzydka” albo słuchały metalu (przykro mi, fani ostrego brzmienia) przybierały postać bagnistej, brzydkiej mazi.

emotopieknoJakie to ma dla nas znaczenia? Otóż, dorosły człowiek w 70% składa się z wody, noworodek – w 90%. To, co słyszymy (i co mówimy!) kształtuje naszą wodę i wpływa na nasze ciało. Od słów zależy, czy woda w nas przyjmuje harmonijną, uporządkowana strukturę, czy staje się bezkształtną i chaotyczną breją. Dlatego na zajęciach dla dziewczynek mamy taką zabawę: puszczamy piękną muzykę, tańczymy, a potem kto ma ochotę wchodzi do środka, a inne mówią jej dobre, prawdziwe słowa. Jesteś piękna, masz piękne włosy, niesamowicie tańczysz. Jesteś dobrą przyjaciółką, masz dobre serce, dziękuję ci, lubię cię… nazywamy to Karmieniem Wody i czujemy się po tym szczęśliwe i lekkie.

To takie ważne, żeby móc przyjąć dobre słowa. Dlatego zapraszam Cię – nakarm dziś swoją wodę! Stań przed lustrem i powiedz dobre, miłe słowa do samej siebie. Trudne? Niezręczne? Spróbuj. A jeśli dziś jeszcze się nie uda, to zawsze możesz zacząć od wypowiadania pięknych słów do innych ludzi…

 

2 ideały

Happy mom and daughterKiedy rozmawiamy o pięknie, nie sposób nie poruszyć tematu ideału.
Moim zdaniem istnieją dwa rodzaje ideałów piękna. Pierwszy to ten, którym żyje nasz krąg kulturowy. Jak wiemy, każda epoka zachodniej kultury miała swój „ideał” kobiecego piękna.

Pierwszy rodzaj ideału piękna jest – z założenia – prawie niemożliwy do osiągnięcia. Im bardziej krytyczna kultura, w której żyjemy, tym bardziej surowe i wyśrubowane cechy tego ideału.

Większość za nim goni, pragnie go i pożąda, ale mieć nie może. Kulturowy ideał może prowadzić do zatracenia. Chińskie kobiety, z nogami uwięzionymi w okrutnych imadłach, by uzyskać „maleńkie, piękne stópki”. Afrykańskie dziewczynki, z plemienia Tagara, tuczone ponad miarę w okresie dojrzewania, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę pełnej kuli. Wreszcie współczesne kobiety-lalki, cierpiące po operacjach plastycznych, z plastikiem wciśniętym w ciało i waginą przyciętą według „wzoru”.

To, co wyróżnia współczesny ideał kobiecej urody to jego drapieżność – i standaryzacja. Jak luksusowe samochody schodzące z taśmy, mamy być klonami jednej z trzech wersji – blond, ciemnej bądź rudej. Współczesny ideał kobiecej urody- który uosabia lalka Barbie – jest też całkowicie nie możliwy do osiągnięcia . Jak pokazują symulacje, kobieta o proporcjach lalki Barbie nie przeżyłaby jednego dnia – odpadłaby jej głowa. Ale mimo to są kobiety, które każdego dnia zadręczają się, że mają za szerokie biodra, za małe/duże piersi, brzuch zbyt okrągły etc. etc. Myślą o sobie krytycznie i bez miłości.

Obok kulturowego, jest też drugi ideał piękna. Ten widziany oczami miłości.

Małe dziewczynki często widzą swoje mamy jako „najpiękniejsze na świecie”. Pamiętam z dzieciństwa taką scenę, kiedy z mamą przebierałyśmy się, żeby iść pływać w rzece. Mama była dla mnie totalnie piękna. Stałam, zachwycona i czułam całą sobą, że moja mama jest najpiękniejszą kobietą na świecie.

Zakochana osoba widzi piękno w tym, kogo kocha. Możemy oczywiście mówić o „zaślepieniu” miłością, ale ja osobiście sądzę, że miłość pozwala nam dostrzec piękno, którego w zwykłym stanie ducha byśmy nie dostrzegli. Prawdziwe piękno drugiej osoby.

Czy ideał jest nam potrzebny? I do czego? Jako zwierzęta uczymy się przez naśladownictwo. Szukamy wzorców. Dlatego tak ważna jest świadomość tego, jakie wzorce powielamy. I – moim zdaniem – świadome współtworzenie dobrych, twórczych wzorców. A Ty, jakie wzorce współtworzysz? czy jesteś w stanie przyjąć komplementy, mile słowa od kogoś, kto cię kocha?

Mądrość małej dziewczynki

dziewczynkaJadąc na spotkanie „pięknej z natury” widziałam w metrze malutką dziewczynkę. Miała może ze dwa lata. Ubrana w jasne kolory, siedziała sobie w wózeczku  z różowym kapturkiem w rączce. Co chwila zakrywała się nim, a potem, zaśmiewając się w głos – odkrywała się, ujawniała. Oto ja! Haha, mamo, patrz! Jakie to przyjemne – zniknąć, schować się, a potem, nagle – bum! Jestem! Jaka to wspaniała zabawa.

Cały wagon metra wciągnął się w zabawę. I pan ponury w garniturze, i dwie dziewczyny z rowerami, i młody gniewny ze słuchawkami w uszach. Na chwilę wszyscy zapomnieliśmy, jakie mamy problemy, gdzie jedziemy, a nawet – kim jesteśmy. Ważny był tylko ten moment, ta chwila. Nie ma – i jest! Ujawniona, rozbawiona, do łez roześmiana. Leciutka. Żadne tam zadanie, żadne tam marsowe miny i spięcie.

Czuję, że ta malutka dziewczynka nauczyła mnie czegoś ważnego: ujawnianie siebie jest łatwe i lekkie. Pokazywanie światu kogoś innego, niż naprawdę jesteśmy – ciężkie i meczące. Ileż to napięcia płynie z tego, żeby zgadnąć – co niby świat chce zobaczyć. Jak siebie skonstruować, przykroić, dostosować, żeby inni byli zadowoleni. Jak się zaprezentować, żeby byli pod wrażeniem. Jaki sklecić sobie wizerunek. Jako kobieta, człowiek, matka, pracownik… a bycie sobą – takie łatwe i przyjemne!
Ale aby takie było, potrzebna wolność – komu i ile siebie chcę pokazać. Ja decyduję, w zgodzie ze sobą – to daje poczucie sprawczości i siły. Dziękuję ci malutka dziewczynko, biorę od ciebie tę ufność i lekkość. Niech nas prowadzi.